Kot w opałach absurdu, czyli wesołe jest życie tłumacza….

Posted By admin on 27 lipiec 2010

Kot w opałach absurdu, czyli wesołe jest życie tłumacza –

i  nie tylko…

Wakacje w całej pełni, więc by nie zaprzątać uwagi swojej i innych zbyt skomplikowanymi zagadnieniami tłumaczeniowymi, postanowiłam przywołać dziś pewną wymianę zdań, która wywołuje zasadny uśmiech na twarzy – nie tylko tłumacza.

         Pracując ostatnio nad przekładem książki, przetłumaczyłam na język polski zdanie, które zawierało zwrot „głaska kotka”. Zgodnie z trybem prac redakcyjnych, przetłumaczoną książkę przed skierowaniem do składu, otrzymuje redaktor. I on też poddał gruntownej analizie czynność głaskania, apelując o jego zmianę na „głaszcze kotka”. W uzasadnieniu czytamy: „Jeśli powiemy do kogoś: głaszcz, głaskaj tego kotka, to mamy na myśli, aby przesuwał dłonią po kotku przez dłuższy czas, do momentu aż rozkażemy mu przestać. Formy pogłaszcz, pogłaskaj będą oznaczać, że chcemy, aby dana czynność była wykonywana tylko przez chwilę.”

         Pogłaskanie zatem ma trwać pewien okres czasu – jak krótki – niestety nie sprecyzowano. Zastanawiam się czy dwa przeciągnięcia wzdłuż kociego grzbietu wystarczą, by zakwalifikować je jako pogłaskanie. A może czynność tę należałoby zmierzyć w kocich pomrukiwaniach? Dwa mruknięcia – kończymy pogłaskiwanie!

         Głaskanie zaś to już czynność o wiele bardziej frapująca i wychodzi na to, że tylko dla miłośników kocich wdzięków – skoro ma trwać dłuższy czas.

         Następnym razem, będąc u kogoś kto posiada kota, trzeba koniecznie zwrócić uwagę na czas jaki należy czworonoga głaskać!

Gwoli ścisłości tłumaczeniowej dodam, że obie formy, i „głaska i „głaszcze,” są według Słownika poprawnej polszczyzny poprawne.

About the author

admin

Comments

Leave a Reply